wspomnienia
image
image
image


"O pracy nad biografią Mariusza Sabiniewicza"- wywiad z Alicją Joanną Górką.

- Nie dawno ukazała się pani książka poświęcona poznańskiemu aktorowi, Mariuszowi Sabiniewiczowi, a podobno jest pani w trakcie pracy nad kolejną. To prawda?
- Tak. To prawda. Książka pt. "Mariusz Sabiniewicz we wspomnieniach" powstawała w przeciągu roku i ukazała się w kwietniu 2012 roku na piątą rocznicę śmierci Mariusza. Zawiera ona wspomnienia aktorów, ludzi teatru i filmu, współpracowników, znajomych i przyjaciół, a także najbliższych aktora, wzbogacone zdjęciami autorstwa Hanny Banaszak. Można powiedzieć, że pozycja ta jest bardzo osobistym portretem artysty, zapisem obrazów, sytuacji, tęsknot i uśmiechów. To emocjonalny hołd złożony Mariuszowi.

- Czym więc ma być nowa książka?
- Dopełnieniem. A rozwijając temat pragnę powiedzieć, że po ukazaniu się pierwszej książki otrzymałam mnóstwo listów i telefonów z podziękowaniami, ale również z pytaniami co dalej? Okazało się , że czytelnicy poszukują informacji na temat aktorstwa Mariusza Sabiniewicza. Ku mojej wielkiej radości książka, którą napisałam wyrwała go z szuflady o nazwie "M jak miłość". Z całym szacunkiem i sympatią dla tego serialu, chcę w następnej książce pokazać talent, wszechstronność oraz, o czym nie wszyscy wiedzą, wielki dorobek teatralny Sabiniewicza. Mamy zapis Mariusza -Człowieka, jakim został w pamięci ludzi, będziemy mieć zapis Mariusza - Aktora przez wielkie A.

- I wówczas będzie to całość czy jeszcze nie?
- Myślę, że wówczas tak. Marzy mi się wydawnictwo płytowe przy biografii. Na przykład radiowa adaptacja powieści Romana Brandstaettera "Jezus z Nazarethu". Sabiniewicz zagrał sam wszystkie postaci. To był i chyba jest do dziś ewenement w sztuce radiowej. Całość składa się z 45 odcinków, emitowanych na przełomie 1992/1993r. w poznańskim Radio Merkury. Na razie to plany, gdyż przede mną są rozmowy na ten temat.

- Praca nad biografią nastręcza chyba więcej problemów i wymaga więcej wysiłku niż praca nad wspomnieniami?
- To zupełnie inny rodzaj pracy. Zbieranie wspomnień to spotykanie się z ciekawymi osobistościami świata teatru i filmu, czyli świata, który pasjonuje mnie od dziecka. To wiele emocji w słuchaniu, a potem przelewaniu na papier, nie raz bardzo osobistych refleksji. Naprawdę wyjątkowym zajęciem jest utrwalenie tylu emocji i to w taki sposób, żeby zachować w tekście jak najwięcej z osobowości wspominającego. Oczywiście to również godziny obróbki wypowiedzi zamienianych na tekst, dostosowywanie się do terminów spotkań, dopinanie autoryzacji, współpraca z wydawnictwem, nużące korekty, częste kursowanie pomiędzy Warszawą a Poznaniem. Pisząc biografię skupiam się na gromadzeniu materiałów, zdjęć, dokumentów itd. Ze smutkiem stwierdzam, że mniej mam spotkań, a więcej pracy trapisty w archiwach teatrów, telewizji, czy np. PWSFTviT w Łodzi. Skanowanie, opracowywanie, opisywanie i pozyskiwanie fotografii to teraz stanowi podstawę mojego działania.

- No i jeszcze strona internetowa...
- Stworzyłam i prowadzę stronę internetową www.mariuszsabiniewicz.pl Można tu znaleźć dużo pamiątkowych materiałów i zdjęć, a także informacje archiwalne i bieżące. Strona powstała również jako miejsce dla sponsorów, którym w ten sposób raz jeszcze dziękuję za wsparcie. Chciałam podziękować Janowi Januszowi Tycnerowi za podzielenie się swym przebogatym archiwum i zarazem współtworzenie strony, a także za nieocenioną pomoc i duchowe wsparcie przy pracy nad obiema książkami. Dziękuję również odwiedzającym stronę za wpisy w Księdze Gości.

- Czy chciałaby pani komuś szczególnie podziękować?
- Oczywiście tak. Przede wszystkim wspomnianemu wyżej Jasiowi Tycnerowi, Krystynie i Zbigniewowi Sabiniewiczom, czyli rodzicom Mariusza za serce, wsparcie i uśmiech, często potrzebny by iść dalej. Dziękuję Marszałkowi Województwa Wielkopolskiego Markowi Woźniakowi. Również Dyrekcji Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego, Poznańskiemu Oddziałowi ZASP, Dyrekcji i Zespołowi Teatru Nowego w Poznaniu. A także Witoldowi Dębickiemu za wielką pomoc i zaangażowanie przy wydaniu wspomnień oraz przyjaźń i wsparcie w obecnej pracy. Dziękuję panu Andrzejowi Lajborkowi oraz panu Andrzejowi Szczytko, dzięki któremu pozyskuję cenne materiały do biografii.

- Czy to prawda, że jedna z poznańskich ulic ma otrzymać imię Mariusza Sabiniewicza?
- Tak, był taki projekt. Nie wiem czy dojdzie on do skutku. Bardzo chciałabym i tę kwestię pozytywnie sfinalizować. Jeszcze za wcześnie, by mówić o konkretach.

- Może na koniec podzieli się pani swoimi wspomnieniami o Mariuszu, bo z tego, co wiem znała go pani osobiście?
- Znała to chyba zbyt dużo powiedziane. Spotkaliśmy się w warszawskim Centrum Onkologii, gdy akurat pracowałam tam jako pielęgniarka, a Mariusz przebywał na jednym z oddziałów. Mam również ukończoną szkołę pielęgniarską. Rozmawialiśmy dość długo, kilka razy. To, że mieliśmy sobie dużo do powiedzenia było i jest dla mnie bardzo ważne. Jedne z ostatnich słów jakie do mnie skierował brzmiały wyjątkowo przejmująco. Mówił o ulotności zawodu aktora, zadumał się nad tym, co po tej wyjątkowej misji zostanie. Niestety więcej go nie widziałam, ale te słowa pozostały w mojej pamięci. Z nich narodził się pomysł napisania pierwszej książki. Zrealizowałyśmy go wspólnie z Hanną Banaszak, za co jestem jej bardzo wdzięczna.

- Gdyby dziś możliwym było takie spotkanie co powiedziałaby pani Mariuszowi Sabiniewiczowi?
- Przede wszystkim, że bardzo mnie i nie tylko mnie, go brakuje. Brakuje jego ciepła, optymizmu i zrozumienia, nie mówiąc o aktorstwie. Na pewno wiele rozmów dotyczyłoby mojej obecności w jego świecie w związku z pisaniem wspomnień i biografii. Myślę, że to byłyby ciekawe dialogi! Szczególnie o naszym ukochanym teatrze. I o poezji. Niestety nie umiałabym zataić smutnych refleksji i rozczarowań, jakie przynosi dzień codzienny w czasach, w których ludzi niestety bardzo interesuje plotka, pomówienie, chora rywalizacja. No i chciałabym Mariuszowi podziękować za siłę, której mnie nauczył i za pięknych ludzi, którzy stanęli na mojej drodze.

Z Alicją Joanną Górką rozmawiał Piotr Zduńczyk - animator kultury.

 

 

Fragment wywiadu pt. "Zycie z poezją"

Oto fragment wywiadu jaki  z Alicją Joanną Górką przeprowadził Krzysztof Pawelec. Całą rozmowę znajdą Państwo na stronie www.alicjagorka.pl

"-Znamy Alicję Górkę poetkę, a czy poznamy prozatorkę?
Obecnie pracuje nad książką „Mariusz Sabiniewicz we wspomnieniach” Pozycja ta zawierać będzie wspomnienia aktorów, ludzi teatru, przyjaciół, współpracowników i znajomych aktora - zebrane i wzbogacone zdjęciami z sesji fotograficznej autorstwa Hanny Banaszak. Promocja odbędzie się w Teatrze "Nowym" w Poznaniu dokładnie 26 kwietnia 2012 roku - czyli w piątą rocznicę śmierci aktora, oraz trzy tygodnie później w Warszawie w Teatrze "Syrena."
Stworzyłam stronę internetową www.mariuszsabiniewicz.pl. Można tu znaleźć szereg pamiątkowych materiałów oraz zdjęć, których nie będzie w książce, a także informacje archiwalne i bieżące. Strona to również miejsce dla sponsorów, którym raz jeszcze dziękuję za wsparcie. Przy okazji chciałam podziękować Janowi Januszowi Tycnerowi za podzielenie się swym bogatym archiwum."

 

 

Alicja Joanna Górka - wspomina spotkanie z Mariuszem Sabiniewiczem

Spotkaliśmy się w Warszawskim Centrum Onkologii. Ja, pielęgniarka, ponieważ oprócz studiów w zupełnie innym kierunku skończyłam studium medyczne, a On rzucony tam przez los...

Heroicznie walczył o życie. Poprosił o pomoc. Udzieliłam jej. Zaczęliśmy rozmawiać. Tych rozmów było kilka. Ostatnia najdłuższa. „Zawód aktora jest taki ulotny, cóż po nas pozostaje…” mówił przerażająco spokojnie. W jego smutnie pogodzonych oczach, dostrzegłam jak wygasa nadzieja. Jednocześnie wzbierała wola przetrwania.
Zadziwiające i dla mnie piękne było to, że mieliśmy sobie tak dużo do powiedzenia. Obdarowywaliśmy się wzajemnie siłą, nadzieją, wsparciem, zrozumieniem.

Dziś, oczekując na książkę czuję wielki spokój i szczęście.
Może Mariusz również…


"Mariusz Sabiniewicz we wspomnieniach" - Fragmenty promocyjne książki

„…Był naprawdę bardzo utalentowanym aktorem, twórcą, a nie jak czasem bywa jedynie odtwórcą. Kreował każdą role, budował ją od początku do końca. Kreacja, a nie poddanie się posłusznemu odtwarzaniu i realizowaniu poleceń reżysera stanowiło credo Jego działań zawodowych. To była twórczość w każdym calu. Wypełniał postacie sobą, swoją fantazją, wrażliwością, talentem.…”  

   
Wojciech Malajkat


„…Gdyby trafił w dobre ręce, gdyby został elementem machiny tworzenia gwiazd jak to się dzieje na zachodzie, mógłby stać się wybitnym, nawet i światowym aktorem. Z każdym zdobywanym zawodowym doświadczeniem rozwijał się, udoskonalał….”


Witold Dębicki


„…Ryczałam jak bóbr, kiedy wyszłam ze szpitala.
Wiedziałam, że to nasze ostatnie spotkanie.  Śmialiśmy się, tak, właśnie, śmialiśmy się, bo Sabi… żartował z tego łóżka, na którym leżał, ze swojej choroby, z mojej głupiej miny, opowiadał, że gdy wróci, będzie śpiewał Brela…”


Daniela Popławska


„…Po prostu miał „przekaz”. Kiedy siedząc na widowni ulega się magii, jest się poruszonym duchowo, a nie tylko intelektualnie czy zmysłowo, czuje się więcej, rozumie się więcej, to znaczy właśnie, że aktor ma ”przekaz”.Był charyzmatyczny. Tego nie można się nauczyć, to trzeba mieć w sobie i on to miał…”
„…Sabi  miał niezwykle barwną, nieprzeciętną osobowość. Był ciemny i jasny zarazem. Refleksyjny i zabawny. Ciągle uśmiechnięty. Zawsze słychać było jego śmiech.  Wydaje mi się, że im bardziej był refleksyjny, tym bardziej wszystko obracał w żart. Często okazywało się, że ta wesołość kryła smutek…”


 Antonina Choroszy


„…Dzięki Mariuszowi moja wizyta na planie serialu „M jak miłość” była znacznie przyjemniejsza; opiekował się mną, był moim przewodnikiem. Wówczas, pisząc reportaż ze zdjęciami, poznawałam ten serialowy świat, jego tajniki i specyfikę. Mogłam o wiele rzeczy zapytać, poznać to środowisko. Kiedy wracaliśmy pociągiem do Poznania, miałam okazję przekonać się,  jak bardzo Sabi był popularny. Wpadliśmy na Dworzec Centralny w ostatniej chwili. Nie było czasu, żeby kupić bilety. Złapaliśmy ostatni pociąg, wskoczyliśmy do niego z pełną świadomością podróży na gapę. Kiedy pani konduktorka zobaczyła serialowego Norberta, to oczywiście nie było sprawy, znalazły się bilety i miejsca dla nas... „


Małgorzata Derwich


„…Godzinami opowiadałem o tym, co widziałem, co przeżyłem, czego doświadczyłem zwiedzając świat. Za każdym razem, gdy wyruszam w podróż myślę o nim, tak jakbym zabierał go ze sobą. I powtarzam sobie: Mariusz, jesteś tutaj ze mną. Jesteśmy teraz razem w Indiach, Wietnamie, na Sri Lance czy gdziekolwiek indziej. Prosił, żebym mu obiecał, że jak poczuje się, choć trochę lepiej, to zabiorę go do Lourdes. Obiecałem mu, tylko dodałem, że jak będziemy wracać to wstąpimy do Disneylandu. I wówczas ostatni raz słyszałem jego śmiech…”


Tadeusz Chudecki


„… Pewnego dnia, kręcąc w Warszawie coś dla telewizji zjawił się u mnie, w moim warszawskim teatrze z wizytą.  Ja wiedziałam już, że jest źle, bardzo źle. Ale zjawił się ktoś uśmiechnięty, spokojny, choć także, nieukrywający złych prognoz, realista. Obejrzał teatr, kulisy, garderoby, zapytał, co gramy i ….poszedł. Wtedy widziałam go po raz ostatni.  Długo po jego wizycie nie mogłam ochłonąć. Zapamiętam go na zawsze, jak uśmiechnięty mówi - wiesz, chyba niedługo umrę, ale fajne miałem życie…”


Krystyna Janda



„…Jak to mówimy my aktorzy „mieszkaliśmy przez ścianę”. Graliśmy razem w wielu spektaklach, mieliśmy wiele wspólnych scen. Złożyło się to na tysiące dni, setki tysięcy godzin spędzonych razem, co stanowi ogrom czasu. Staliśmy się jak rodzina we wspólnym domu, który zwał się teatrem…”


Mirosław Kropielnicki


„…Pamiętam jak kiedyś wracaliśmy z konkursu recytatorskiego w Oleśnicy. Mariusz zdobył nagrodę finansową i natychmiast podzielił się nią ze mną. Kiedy zmęczeni przysnęliśmy w pociągu pieniądze nam ukradziono. Nie przejął się, stwierdził, że jak nie ma to nie ma, najważniejsze, że my jesteśmy…”


                                                                                                                   Jan Janusz Tycner  

       
„…Nie tylko był bardzo utalentowany. Miał jeszcze intuicję, wrażliwość, wyczucie sceny. Po prostu był obdarzony iskrą Bożą, tym czymś tak trudno definiowalnym, a ważnym, czyniącym jego aktorstwo wspaniałym, wybijającym się, niepowtarzalnym…”
„…Byliśmy trochę jak Flip i Flap. Darliśmy z siebie łacha, ironizowaliśmy często. Mówił do mnie mistrzu Puchała, ja do niego Sabrina - piękniś. Trzeba dodać, że wówczas na tak zwanym topie była Sabrina…”


Mariusz Puchalski


„…Zastanawialiśmy się czy Pan Mariusz, niezmiernie ciepły i serdeczny człowiek, będzie odpowiedni, jako czarny charakter, postać negatywna - bo taki był wówczas Norbert. Ryszard stwierdził, że dobry aktor zagra wszystko i, jak się okazało później, miał rację…”
„…Dla scenarzystów jego odejście było olbrzymim wyzwaniem.  Odciągaliśmy moment, w którym musieliśmy zamknąć jego losy informacją o śmierci w wypadku samolotowym w Stanach Zjednoczonych…”


Ilona Łepkowska


„… On kochał życie, krzyczał wręcz miłością do życia. Uwielbiał się bawić, bywał na bankietach, dziewczyny za nim szalały, czekały pod teatrem całymi gromadami. Prawie na każdym spektaklu dostawał kwiaty. Nazywałam go „królem życia”…”


                                                                                                          Sława Kwaśniewska


„…Szmalcownik Mariusza śledził ją, poczym już nie ukrywając się biegł za nią przez zaśnieżone pole, po trzaskającym pod jego buciorami śniegu, wreszcie dopadł ją wśród stert słomy, przewrócił na śnieg, dosłownie obalił na ziemie i wówczas doszło do ich pierwszego kontaktu fizycznego. To nie był nawet gwałt, to był brutalny, zwierzęcy akt.. scena przemocy. Mariusz był dziki, kipiał diabelską siłą samego zła...”


Izabella Cywińska

 

„…Mariusz, który nadal jest moim przyjacielem, tylko obecnie z innym adresem zamieszkania, utwierdził mnie w przekonaniu, że aktorem jest się na scenie, a w życiu można być wspaniałym człowiekiem kochającym ludzi, a w szczególności najbliższych…”


Marek Bykowski


„…Do szkoły teatralnej dostał się za pierwszym razem. Było 300 osób na jedno miejsce, zakwalifikowała się ścisła pięćdziesiątka. Nie wierzyliśmy, że mu się uda, a on zadzwonił i rozentuzjazmowanym głosem wykrzykiwał, że przyjęli 16 osób i że jest czwarty na liście…”
„…Rozpoczynał się pierwszy rok akademicki w życiu Mariusza. Spotkanie inauguracyjne miało odbywać się w pałacyku o godzinie 12.00.  Pociąg z Poznania miał o 6.00 rano i zaspał. Kazałem mu szybko przygotować się do drogi, wsiadać w naszego malucha. No cóż postanowiłem, że dowiozę go na czas! Jechałem jak burza i przed pałacykiem znaleźliśmy się dokładnie za 5 minut 12.


Krystyna i Zbigniew Sabiniewicz


„…Mariusz Sabiniewicz kolejny raz jedzie latem do Norwegii pracować na farmie. Będą się pobierać z Iloną, która podejmuje się harówki w sąsiednim gospodarstwie. Spotkania w weekendy i wspólne życiowe plany. Codziennie jednak przyszły Gustaw-Konrad udaje się na kamieniste wybrzeże, by walczyć z Bogiem. Wielka Improwizacja – to wołanie z głębin ….fiordu.  Mało, kto o tym wiedział…”


Grzegorz Mrówczyński


„… Charyzma, czyli mówiąc opisowo, silna, wyrazista osobowość . To właśnie ona w połączeniu z poważnym podejściem do pracy i precyzyjnym zaplanowaniem roli pozwoliły mu stworzyć niezwykły portret Haendla – postaci  trochę z pomnika , ale przede wszystkim człowieka z krwi i kości …”


                                                                                                          Olaf Lubaszenko

 

„…Praca z duetem Dominika Ostałowska i Mariusz Sabiniewicz była dla mnie wspaniałą przygodą zawodową…Rozumieli się bez słów, uzupełniali się, wyczuwali. Szybko tworzyliśmy postacie. Pracowało się łatwo nawet w siarczysty mróz w zaśnieżonym Parku Skaryszewskim, gdzie szczególnie trudno było manewrować wózkiem inwalidzkim. Po zdjęciach szaleliśmy na ślizgawce….”


                                                               
Mariusz Malec

 

„…Niezależnie od ról i od gatunku spektakli – czy grał diabolicznego esesmana Kittela w Ghetcie, czy wymuskanego hrabiego Adama w Pięknej Lucyndzie, czy nawiedzonego śledczego Porfirego w Snach – niepodzielnie przykuwał do siebie oczy widzów i scena po scenie, minuta za minutą pozyskiwał ich dla swoich postaci, dla ich uczuć, racji i namiętności….”


Eugeniusz Korin


„…Szumnie obchodziliśmy osiemnastki, nie, jak to jest obecnie w zwyczaju w drogich klubach, tylko w domu organizując się wzajemnie, przygotowując wszystko samemu. Mariusz był trzeci w klasie styczniowy jubilat.
Całą paczką przygotowywaliśmy się do matury i egzaminów wstępnych na studia. Czasem zboczyliśmy do kawiarni albo kina patrząc na zegarki, gdyż nieuchronnie zbliżała się godzina policyjna. Cóż, takie to były czasy…”


                                                                                                          Roman Błaszak

 

„…Mariusz brał udział w programach pod hasłem Szkoła. Grał tam przezabawną postać ucznia podczas modnej w PRL-u godziny wychowawczej. Była to ostra satyra. Ów uczeń przebrany za piękną kobietę robił striptease w taki sposób, że rozbawiona publiczność w końcu nie mogła odgadnąć płci drwiącej ze sztucznych zasad postaci. Pewnego razu nadmuchane piersi i sztuczne łono na gumkach odmówiły posłuszeństwa i poplątały się lądując na głowie zgotowanego Mariusza.
Wraz z publicznością konaliśmy ze śmiechu…”

                                                                                                          Zenon Laskowik

„…A Mariusz uwielbiał  się śmiać, bawić, wygłupiać na planie. Wspólnie mieliśmy zawsze więcej powodów do śmiechu niż reszta ekipy.
Stres i zmęczenie odreagowywał w bardzo pozytywny sposób nawet  wtedy, kiedy już walczył o życie….”
„…Po śmierci Mariusza przez długi czas miałam to opisywane często przez ludzi uczucie jego obecności, gdzieś tu, za plecami. Uczucie dołujące, a jednocześnie kojące. Teraz, po kilku latach nadal wiem, że jest tam na górze człowiek na którego mogę liczyć. To tak jakby ta jego życzliwość wciąż mi towarzyszyła i chroniła….”


                                                                                                                     Dominika Ostałowska

„…Dla mnie był przede wszystkim Sabim- Człowiekiem. Ten ludzki wymiar znajomości z  Saboszczakiem  był dla mnie cenny i ważny. Myślę, że dla niego również…”


                                                                                                                                       Zbigniew  Zamachowski

 

                                             Mariuszowi

Odwiedziłam Twój świat

Odwiedziłam Twój świat
Na długo.
Spotykam Twoich bliskich
Stąpam po Twoich śladach
Sączy się tęsknota I ból
łez strugą.

Dotykam Twój  świat
Wiem o Tobie coraz więcej
Przesącza się krew cicho
Przez serce.

Dobrze, że zatrzymałam się
po wspomnienia o Tobie
skrywane dotąd gdzieś głęboko w sobie.

                                                                  Warszawa, 22 października 2011r.

autor: Alicja Joanna Górka

                                   Mariuszowi

Aktor nie umiera…

Na scenie odciśnięte ślady
Zapamiętane światy
Zasuszone kwiaty
Komedie, tragedie, dramaty
Tonem głosu brzmi cisza
Sen co się ziszcza
I z fałszu istienie odziera
Aktor nie umiera…
Żyje!
Istnieniem
Brzmieniem
Spełnieniem
Stwórcy cieniem.

                                                                  Poznań, 21 września 2011r.

autor: Alicja Joanna Górka

Mowa pogrzebowa napisana i wygłoszona przez Tadeusza Chudeckiego na pogrzebie na cmentarzu Miłostowo w dniu 2. 05.2007 roku.

Kochani,
Zgromadziliśmy się tutaj, aby pożegnać naszego przyjaciela Mariusz. Przez wiele dni, tygodni i miesięcy nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że nas opuści, a nasze ostatnie z Nim spotkanie nastąpi tak szybko.
Mariusz, dla przyjaciół Sabi, był kochany nie tylko przez swoją Rodzinę i Przyjaciół, ale także przez wielu ludzi nieznanych mu osobiście.
Wierzyliśmy, że Bóg wysłucha nasze modlitwy i błagania pozostawiając Go przy życiu. Ale Bóg też Go kochał i schwytawszy jak ptaka w locie nie wypuścił ze swej dłoni, choć Sabi długo się szamotałby móc powrócić do tych, których kochał na ziemi. Dopiero, kiedy zmęczony swoim zmaganiem zasnął Dobry i Miłosierny Bóg wziął Go w swoje ramiona.
Choć znałem Mariusz stosunkowo niedługo, zapewne krócej niż wielu z Was, to jednak tę naszą znajomość odczuwam, jako wielką radość i wyróżnienie. Od pierwszych chwil naszego spotkania w filmowej garderobie podziwiałem Jego poczucie humoru i życzliwość dla ludzi, dystans do samego siebie, a na końcu mądrość i odwagę w zmaganiu się ze swoją ciężką chorobą. Mariusz potrafił rozróżnić to, co w życiu ważne od tego, co mniej istotne.
Sabi, w szczególny sposób pragnę Ci podziękować za nasze nocne rozmowy telefoniczne, które prowadziliśmy, kiedy byłeś już w szpitalu. Jestem Ci wdzięczny za wszystko to, o czym rozmawialiśmy. Opowiadałeś mi wtedy nie o swoim bólu, ale o tym, jaki jesteś dumny z Ilony i Dzieci. Kiedy nie miałeś już sił mówić prosiłeś, abym czytał Ci listy od Twoich Przyjaciół, którzy wysyłali je na mój adres internetowy.  Mówiłem wtedy do Ciebie: „ Gladiatorze, jesteś silny, zobaczysz, że zwyciężysz!”
Ilono, Dario i Tomku, choć jestem pewien, że to wiecie, to jednak chcę Wam to raz jeszcze głośno powiedzieć jak bardzo Mariusz Was kochał i jak bardzo był szczęśliwy, że Was ma. Niech Jego miłość do Was, a także ludzka pamięć o tym, jak dobrym i wspaniałym był człowiekiem będzie dla Was pocieszeniem w tym wielkim bólu.
Gdybyśmy nie wierzyli, że Mariusz jest wciąż obecny pośród nas nie byłoby nas tutaj. I choć Jego twarzy nie sfotografują już żadne kamery, drzwi zbudowanego przez siebie domu nie będzie otwierał już zwykłym kluczem, ani nie przytuli już do siebie Ilony, Darii i Tomka to jestem przekonany, że jest z nami wszystkimi jeszcze bliżej niż poprzednio.
Odczułem to być może tak samo jak Wy, kiedy będąc w ubiegły czwartek zagranicą otrzymałem od Ilony wiadomość o Jego śmierci. Nagle poczułem Jego wielką bliskość – większą niż kiedykolwiek dotąd. Choć nie mogłem powstrzymać łez, to czułem dziwną ulgę i radość. Zrozumiałem, że nie ma Go już na szpitalnym łóżku, że nie zatelefonuję do Niego, bo odtąd Mariusz jest wszędzie tam gdzie my.
Kochany Mariuszu, wiem, że tu z nami jesteś, że trudno patrzeć Ci na nasz smutek i że najchętniej puściłbyś do nas oko i powiedział jakiś dowcip tak, jak to było zawsze. Uśmiechnij się do nas i pociesz, bo widzisz jak bardzo nam Ciebie brakuje.
W naszym bólu staramy się zrozumieć tajemnicę Twojego odejścia i zadajemy sobie pytanie, dlaczego Bóg zabrał Cię do siebie wcześniej niż kogokolwiek z nas. I choć nie potrafimy odpowiedzieć jeszcze na to pytanie wciąż jesteśmy dumni z tego, że byliśmy blisko Ciebie na ziemi, a teraz mamy w Niebie wielkiego Przyjaciela. Teraz musimy się tylko przyzwyczaić do Twojej „innej” obecności.

 

"Wspomnienie - Zmarł Mariusz Sabiniewicz" -Stefan Drajewski
Głos Wielkopolski nr 99


- To Korin zrobił ze mnie dojrzałego aktora - mówił w jednym z wywiadów. Ta przemiana zaczęła się od roli okrutnego Borodina w "Czerwonych nosach". W Teatrze Nowym wykreował m. in. takie postaci, jak Syfon w "Ferdydurke", Kittel w "Ghetcie", Hrabia w "Pięknej Lucyndzie", Wacław w "Fredrze dla dorosłych", Händel w "Kolacji na cztery ręce", Lord Hastings w "Królu Ryszardzie III" - Mariusza Sabiniewicza, poznańskiego aktora wspomina Stefan Drajewski.
«Kiedy na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu mówił Wielką Improwizację, na widowni panowała absolutna cisza. Wypowiadając słynne: "Czym jest me czucie? Ach, iskrą tylko! Czym jest me życie? Ach, jedną chwilką!" - nie przypuszczał, że w jego prywatnym życiu będzie ona trwała zaledwie 44 lata.
Wczoraj w Poznaniu zmarł Mariusz Sabiniewicz. W wywiadzie opublikowanym w "Głosie Wielkopolskim" 12 stycznia tego roku mówił: - Od dwudziestu lat jestem aktorem. Po kolejnej wygranej z chorobą, udało mi się wrócić do pracy w teatrze i filmie. Czuję się człowiekiem szczęśliwym.
Na krótko, jak się okazało. Choroba była silniejsza.
Urodził się 21 stycznia 1963 roku w Poznaniu. Po ukończeniu łódzkiej PWSFTviT wrócił do rodzinnego miasta. Zaangażował się do Teatru Polskiego, w którym spędził cztery lata. Na początku drogi zawodowej wcielił się w postać Konrada w "Dziadach". Zagrał rewelacyjnie. Trudno się, więc dziwić, że tłumy wielbicielek chodziły na romantyczny dramat niczym na koncert rockowy. Wkrótce stał się etatowym amantem Teatru Polskiego. Zagrał tam m.in. Pankracego w "Nie-boskiej Komedii" Zygmunta Krasińskiego, Artura w "Tangu" Sławomira Mrożka, rolę tytułową w "Szelmostwach Skapena" Moliera, Gustawa w "Ślubach panieńskich" Aleksandra Fredry. W 1987 roku był rewelacyjnym Witoldem w telewizyjnej realizacji "Kosmosu" Witolda Gombrowicza, a w 1995 roku Fryderykiem w "Szkole uczuć" Gustawa Flauberta.
Sabiniewicz zmienił się w Teatrze Nowym w Poznaniu, do którego zaangażował się w 1990 roku. - To Korin zrobił ze mnie dojrzałego aktora - mówił w rozmowie z Ewą Piasecką-Obrębowską. Ta przemiana zaczęła się od roli okrutnego Borodina w "Czerwonych nosach". Na tej scenie wykreował m. in. takie postaci, jak Syfon w "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza, Kittel w "Ghetcie" Joshui Sobola, Burski w "Świat się zmienia, czyli Polityka" Włodzimierza Perzyńskiego, bohater tytułowy w molierowskim "Don Juanie", Hrabia, Adam Faworski w "Pięknej Lucyndzie" Mariana Hemara, Wacław w "Fredrze dla dorosłych według "Męża i żony" Aleksandra Fredry, Porfiry w "Snach" według "Zbrodni i kary" Fiodora Dostojewskiego, Händel w "Kolacji na cztery ręce" Paula Barza, Lord Hastings w "Królu Ryszardzie III" Williama Shakespeare'a,
Popularność przyniósł mu udział w serialu "M jak miłość", w którym występował, jako Norbert Wojciechowski. Wcześniej wystąpił w "Pograniczu z ogniem", "Deszczowym żołnierzu", "Bożej podszewce", "Kryminalnych". W każdy poniedziałek przed telewizorem zasiadają miliony widzów, by obejrzeć "M jak miłość". Prawdopodobnie ich ulubieniec - Norbert Wojciechowski, prywatnie Mariusz Sabiniewicz - jeszcze przez kilka odcinków będzie z nimi. Niestety, nie spotka się on już więcej z miłośnikami teatru.

 


„Gwiazdy pożegnały przyjaciela” -Dominika Stawińska
Fakt nr 103

To była bardzo piękna i bardzo smutna uroczystość. Na poznańskim cmentarzu na Miłostowie przedwcześnie zmarłego aktora Mariusza Sabiniewicza (44 l.) żegnały tłumy gwiazd i zwykłych ludzi, wielbicieli talentu Norberta z "M jak miłość". Nikt nie powstrzymywał łez.
«- Śmierć każdego człowieka jest wstrząsem. Tym trudniej pogodzić się z odejściem kogoś tak młodego i pełnego woli życia jak Mariusz - mówi serialowa żona Sabiniewicza, Dominika Ostałowska. - Dziwne jest nawet mówić o nim, że "był"... A był z jednej strony delikatny, pełen pokory wobec ludzi i życia, z drugiej zaś - silny i mocno wierzący w to, że mu się uda. Wraz z nim czekaliśmy na cud... Jakiś czas temu mówił, że ta choroba "uparła się na niego". To poczucie przegrywało jednak z jego pragnieniem życia... Kilka dni temu, kiedy z nim rozmawiałam, miał bardzo konkretne plany na przyszłość; powiedział mi, że na jakiś czas chciałby zrobić sobie urlop od teatru, przygotować recital Brela. Los chciał jednak inaczej. Podarował mu "urlop od życia". Teraz wciąż mam odruch, żeby podnieść słuchawkę telefonu i do niego zadzwonić. A może jednak odbierze? - wspomina aktorka.
Nad grobem z pochylonymi głowami, oczami pełnymi łez stali najbliżsi aktora. Żona Ilona, córka Daria (181.) i syn Tomasz (16 l.) do tej pory nie mogą uwierzyć, że nagle zostali sami. To właśnie rodzina dla Mariusza Sabiniewicza była najważniejsza. Tak bardzo kochał chwile, kiedy mogli być razem. Wszystko zniweczyła potworna choroba-rak.
Na pogrzebie pojawili się też przyjaciele zmarłego aktora ze Szkoły Teatralnej w Łodzi - Cezary Pazura i Wojciech Malajkat. W tłumie dostrzec było można również Zbigniewa Zamachowskiego i Małgorzatę Kożuchowską z partnerem. Aktora żegnali także koledzy z Teatru Nowego w Poznaniu, m. in. Michał Grudziński i Mariusz Puchalski. Pożegnać Mariusza przyjechał też serialowy syn jego i Dominiki Ostałowskiej - Łukasz, czyli Franek Przybylski. Oboje położyli na grobie białą lilię i zapalili znicz, a potem długo płakali.

 

"Żegnamy Mariusza Sabiniewicza - Norberta z "M jak Miłość"-Marta Kaźmierska
Gazeta Wyborcza - Poznań nr 100

Bliscy przyjaciele Mariusza Sabiniewicza nie są gotowi, by mówić o jego śmierci. Jeszcze nie. Podobnie jak aktorzy z Teatru Nowego. Grał w nim ponad dwie dekady, właściwie do końca, choć od wielu lat walczył z ciężką chorobą - pisze Marta Kaźmierska w Gazecie Wyborczej - Poznań.
«- Zawód aktora ma to do siebie, że jest ulotny, wszystko zostaje tylko w pamięci - mówił Mariusz Sabiniewicz "Gazecie" 26 stycznia, dwa dni po śmierci Krystyny Feldman. I jeszcze: "To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych. Pustki po Niej nie da się zapełnić".
Nie mógł wtedy wiedzieć, że za trzy miesiące z pustką po Nim będą musieli zmierzyć się inni. Zmarł w czwartek [26 kwietnia], w wieku 44 lat.
- Byliśmy zgraną paczką - wspomina szkolny kolega zmarłego artysty. Razem kończyli poznańskie X Liceum, chodzili na "osiemnastki" i wspierali się w ponurej rzeczywistości stanu wojennego. Mariusz Sabiniewicz już wtedy wiedział, że chce zostać aktorem, a jednak wybrał klasę o profilu matematyczno-fizycznym. - Nie pamiętam, czy był łobuziakiem. W tym wieku chyba każdy jest - opowiada towarzysz ze szkolnej ławy. - Zawsze trochę "odchodził". Kiedy po lekcjach spotykaliśmy się całą gromadą na brydża, on kończył wcześniej, bo miał inne zainteresowania związane z aktorstwem - dodaje.
Artystyczna pasja narodziła się jeszcze w podstawówce. Mały Mariusz należał do kółka teatralnego w Domu Kultury "Trojka" na poznańskich Ratajach. - Gdy zobaczyłem go, jako Cześnika w "Zemście" czułem, że ta rola będzie miała ciąg dalszy. I miała - mówi Jan Janusz Tycner, który pomagał Sabiniewiczowi stawiać pierwsze amatorskie kroki na scenie. - Jeździł na konkursy recytatorskie, pisał wiersze. Był zawsze uśmiechnięty - takiego Mariusza zapamiętał.
I taki Mariusz wyjechał na studia na wydziale aktorskim łódzkiej "filmówki", po kilku latach wrócił do Poznania i rozpoczął przygodę z zawodowym aktorstwem; początkowo na deskach Teatru Polskiego.
Ten jego uśmiech znają dobrze widzowie telewizyjnego serialu "M jak miłość", jak Polska długa i szeroka. Mariusz Sabiniewicz wcielił się w nim w rolę Norberta Wojciechowskiego, postaci początkowo demonicznej, z upływem czasu coraz bardziej pozytywnej.
Jako Norbert będzie nam towarzyszył prawdopodobnie jeszcze przez kilka odcinków. W teatrze już go nie zobaczymy. Bo zawód aktora ma to do siebie, że jest ulotny.
Wszystko zostanie w pamięci: Mariusz Sabiniewicz, jako Konrad w "Dziadach", Pankracy w "Nie-boskiej Komedii", Artur w "Tangu", Brodin w "Czerwonych nosach", Syfon w "Ferdydurke", Adam Faworski w "Pięknej Lucyndzie", Wacław we "Fredrze dla dorosłych", Porfiry w "Snach", Händel w "Kolacji na cztery ręce".
A także w wielu, wielu innych rolach.




image


image
image
image